Zakupy
Dowiedz się więcej
Informacje
Upoluj promocję
platnosci.pl

Feromony w mediach


Od lat wiele mówi się oraz pisze na takie tematy jak

feromony, perfumy feromonowe

. Powstało na ten temat wiele publikacji i istnieje wiele opinii w świecie nauki. Niewątpliwie

feromony isnieją i działają

na naszą podświadomość. Ze wszystkich badań płynie jeden niepodważalny wniosek,

feromony to jedna z najsilniejszych

, pierwotnych form komunikacji.



Sygnały Miłości


Tygodnik Wprost
Numer: 7/2000
Autor: Ewa Grzeszczuk

O atrakcyjności seksualnej - zdaniem naukowców - nie decydują

uroda czy inteligencja, lecz feromony wydzielane

przez wszystkie zwierzęta w celu zwabienia partnera. Ich obecność u ludzi wykryto w latach osiemdziesiątych. W zależności od wieku, płci, flory bakteryjnej oraz czynników genetycznych każdy ma niepowtarzalny zapach, który nieco się zmienia pod wpływem nastroju, sposobu odżywiania, stanu zdrowia danej osoby i pracy układu hormonalnego.


Magiczne feromony
Martha McClintock z uniwersytetu w Chicago sporządziła komputerowy model zachowań żyjących razem lub jedynie oddychających tym samym powietrzem szczurzych samic. Następnie przeprowadziła eksperymenty z kobietami. 29 kobiet w wieku od 20 do 32 lat przez cztery miesiące

nie używało żadnych perfumowanych kosmetyków

, a pod pachą nosiło waciki. Potem te waciki dawano do powąchania 20 innym kobietom, które twierdziły, że nie czują żadnego zapachu. Wkrótce zaczęły reagować jak samice szczurów - jeśli wacik pochodził od kobiety przed owulacją, przyspieszały swój cykl; jeśli właścicielka wacika była po owulacji, ich cykl opóźniał się. Eksperyment ten jest pierwszym niepodważalnym dowodem na

istnienie feromonów w organizmie ludzkim

.

Najważniejszym nośnikiem zapachu jest pot. Przedostając się na powierzchnię ciała, wysyła sygnały o różnym natężeniu - m.in.

feromony, które są substancjami hormonopodobnymi

. Mogą one powodować zmianę zachowania potencjalnego partnera, wpływać na jego uczucia, a nawet funkcjonowanie przewodu pokarmowego. Za pozytywne reakcje u płci przeciwnej odpowiedzialny jest

feromon o nazwie androstenol

. Organizm zaczyna go wytwarzać dopiero podczas dojrzewania (najwięcej zaś około dwudziestego roku życia). Mężczyźni produkują go dwa, trzy razy więcej niż kobiety. Przeprowadzono eksperyment, podczas którego badani podejmowali decyzje w maseczce kosmetycznej na twarzy. Doświadczenia odbywały się w dwóch turach - za każdym razem uczestnikom pokazywano te same zdjęcia kobiet, mężczyzn, zwierząt, drzew i budynków, ale nie poinformowano ich, że w drugim etapie maseczki nasączono niewielką ilością androstenolu. Ocena budynków, drzew i zwierząt niewiele się wówczas zmieniła, ale zarówno mężczyzn, jak i kobiety uznano za bardziej wrażliwych, lepszych, inteligentniejszych, atrakcyjniejszych i bardziej godnych zaufania.

Pozytywny wpływ tego feromonu

na kontakty z klientkami zauważyli również sprzedawcy sklepowi. Androstenol zdaje się sprawiać przyjemność nie tylko kobietom, ale również ludziom starszym, powodując zmiany w ich zachowaniu podczas zakupów. Nic dziwnego, że wzbudził on zainteresowanie producentów kosmetyków. Dodaje się go na przykład do

specjalnych rodzajów perfum

. Przyjemność ta nie jest jednak tania: gram androstenolu kosztuje 6-12 tys. zł.

Mniej entuzjastyczne reakcje wywołuje

męski feromon androstenon

- kwint- esencja agresji i dominacji. Amerykański patolog kryminalny wykrył dużą jego ilość w próbkach moczu dyrektora zakładu penitencjarnego i więźniów zamieszkujących cele, w których szczególnie często dochodziło do konfliktów.

Wyniki badań nad tym feromonem

przyniosły jednak znaczne korzyści przemysłowi meblarskiemu. Okazało się bowiem, że kobiety chętniej siadają na krzesłach nim spryskanych. Naukowcy doszli na tej podstawie do wniosku, że panie czują się na nich bezpiecznie. Eksperyment ten powtórzono z budkami telefonicznymi. Uczestniczki testu nie tylko wybrały budki pachnące androstenonem, ale również rozmowy w nich trwały znacznie dłużej niż normalnie. Natomiast mężczyźni unikali raczej spryskanych obiektów. Jaki z tego wniosek? Woleli ustąpić pola na zajętym już terytorium, którego "właścicielem" jest prawdopodobnie ktoś "silniejszy" od nich. Panowie chętnie wszak używają wody kolońskiej z androstenonem, by zdobyć respekt. Pomysł, aby spryskać nim napomnienia dotyczące spłaty długu, został już nawet opatentowany. Okazało się bowiem, że dzięki temu pieniądze można odzyskać łatwiej i znacznie szybciej. Odbiorcy ponagleń nieświadomie zakładają, że zostały one wysłane przez osobę dominującą, agresywną i zdecydowaną na wszystko.

Wpływ feromonów na kobiety

badała Astrid Jütte z wiedeńskiego instytutu Ludwiga Boltzmanna. Seria eksperymentów wykazała, że niezbyt przyjemny zapach androstenonu podoba się kobietom w dniu owulacji, czyli w momencie idealnym do zapłodnienia. Mniej entuzjastycznie reagują na niego panie zażywające pigułki antykoncepcyjne.

Wpływ tych środków na percepcję feromonów

zauważył również zoolog Claus Wedekind, który badał zależności między zapachem a cechami układu immunologicznego (szczególnie tzw. MHC, czyli głównym kompleksem zgodności tkankowej). Eksperymenty wykazały, że kobietom na ogół podobały się zapachy mężczyzn o cechach immunologicznych różnych od ich własnych. W ten sposób wybierały najlepszego partnera pod względem genetycznym. Natomiast panie stosujące pigułki antykoncepcyjne wolały raczej mężczyzn z podobnym układem immunologicznym.

Nie należy jednak liczyć na to, że uda nam się "wywąchać" idealnego partnera.

Feromony pozwalają

raczej uniknąć związku z nieodpowiednim mężczyzną, niż znaleźć księcia z bajki. Bettina Pause z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Kilońskiego przeprowadziła eksperymenty, podczas których za pomocą elektroencefalografu badała aktywność mózgu ich uczestników w czasie wąchania innych osób. Badania te potwierdziły, że w pary dobierają się osoby o różnym MHC. Im większe podobieństwo genów MHC, tym większe prawdopodobieństwo spokrewnienia, a to negatywnie wpłynie na przyszłe potomstwo.
Zachwiania hormonalne (spowodowane m.in. stosowaniem pigułek antykoncepcyjnych) decydują nie tylko o

percepcji feromonów

. U kobiet w zależności od dnia cyklu miesiączkowego zmienia się też stężenie zapachowych składników wydzieliny pochwowej. Bettina Pause przebadała reakcję 106 mężczyzn na zdjęcia różnych pań oglądane w pomieszczeniu, do którego wpuszczała na zmianę mieszankę aromatycznych składników wydzieliny pochwowej i parę wodną. Okazało się, że mężczyznom bardziej podobały się fotografie nawet niezbyt atrakcyjnych pań, jeżeli prezentacji towarzyszył damski zapach. Nieistotne było natomiast, dla której fazy cyklu miesiączkowego był on charakterystyczny. Ponadto panowie stawali się bardziej wrażliwi na erotyczne bodźce.
Dla wielu kobiet atrakcyjniejsi są mężczyźni na stanowiskach kierowniczych. Istnieje teza, że wzrost pewności siebie powoduje u panów zmiany hormonalne, pozytywnie odbierane przez płeć przeciwną. Nie wiemy jeszcze, który nasz organ jest odpowiedzialny za rozpoznanie chemicznych sygnałów, jakimi są

feromony

. Zdaniem kilku naukowców (m.in.

odkrywcy feromonów

Davida Berlinera), jest to tzw. VNO, czyli znajdujący się w nosie

organ feromenazalny

. Ale badacze mają kłopoty z jego wskazaniem. Thomas Hummel z uniwersytetu w Dreźnie przebadał 180 osób - VNO znalazł jedynie u 60 proc. z nich. Organ ten ma półtora centymetra, prawdopodobnie znajduje się w jednym nozdrzu (a nie - jak się zakłada - w obydwu) i najaktywniejszy jest u niemowlaków. Z czasem jednak jego połączenia nerwowe z mózgiem zanikają. U zwierząt VNO odkryto już w 1811 r. To właśnie dzięki niemu są one w stanie identyfikować oznakowane terytorium. Organ ten jest szczególnie aktywny u węży wykorzystujących go podczas wyszukiwania zdobyczy. Badania wykazały, że węże, którym go usunięto, nie były w stanie samodzielnie się wyżywić.

Mechanizm feromonalny

dzików nieświadomie wykorzystywany jest od wieków. Nieznaczną ilość androstenonu (odgrywającego pewną rolę w zalotach tych zwierząt) można znaleźć również w truflach. Dzięki temu locha, szukając partnera, wskazuje miejsca obfitujące w ten przysmak.

Feromony znalazły też zastosowanie

w rolnictwie (zaczęto je wykorzystywać do ochrony zbiorów), a hodowcy bydła od lat za ich pomocą skłaniają krowy i byki do spółkowania.



Zmysły. Węch. Narząd wyczuwający feromony


Gazeta Wyborcza
12.12.1998
Autor: Artur Włodarski

Choć nie ma dnia, by naukowcy nie zadziwiali jakimś nowym odkryciem, to tym razem wydaje się, że naprawdę przesadzili. Twierdzą, że mamy organ płciowy w nosie. Ale to wcale nie żart - zapewnia prof. anatomii - David Berliner. - Każdy z nas posiada ten niezwykle czuły narząd. Mieści się w przegrodzie nosowej i odpowiada za nasze reakcje seksualne.
Do tej pory sądzono, że narząd nosowo-lemieszowy, zwany też w skrócie VNO (od organum vomeronasale), występuje tylko u zwierząt. Opisano go np. u myszy polnej, chomika, oposa, szczura. Ssaki te

wydzialają feromony

(najczęściej są to substancje z grupy sterydów, alkaloidów i białek) służące do przekazywania informacji innym przedstawicielom tego samego gatunku. VNO umożliwia im zaś odczytywanie tych informacji. Dzięki niemu orientują się, który samiec szuka partnerki, która samica przechodzi owulację albo też, do kogo należą pozostawione bez opieki małe.

To nie mieściło się w głowie
Zadziwiające, że pierwsza wzmianka o istnieniu VNO u ludzi pochodzi sprzed trzystu lat. Na następną trzeba było czekać aż do 1930 r. Wówczas to jeden z bardziej znanych lekarzy zanotował, że narząd nosowo-lemieszowy jest atawizmem i występuje tylko w życiu płodowym człowieka, potem zaś ulega uwstecznieniu.
Pogląd ten uległ zmianie dopiero dziesięć lat temu. Biolog David Moran z University of Pensylvania w Filadelfii oraz laryngolog Bruce Jafek z University of Colorado w Boulder przebadali kilkadziesiąt osób i wykazali, że VNO występuje u każdego (co ciekawe, dokonali tego posługując się wyłącznie wziernikiem). Inni uczeni wzruszyli na to ramionami. - Cóż z tego - mówili - skoro narząd nosowo-lemieszowy jest nieczynny i nie ma z niego żadnego pożytku.

Okazało się, że byli w błędzie
- To było pod koniec lat 80. - wspomina Berliner. - Robiłem ekstrakty z rozmaitych wydzielin gruczołów skórnych. Pewnego dnia spostrzegłem, że ze mną i z innymi pracownikami laboratorium dzieje się coś dziwnego. Gdy tylko otwierałem jedną z probówek - wszyscy wpadaliśmy w błogi nastrój.

A jednak to działa
"Czarodziejski" specyfik przywabił do pracowni Berlinera psychologa Luisa Monti-Blocha z Uniwersytetu Utah w Salt Lake City. - Luis wpadł na genialny pomysł - mówi Berliner. Zaproponował, żeby sprawdzić, czy bezwonny ekstrakt pobudza komórki VNO. Uczeni podłączyli elektrody i otworzyli probówkę. Reakcja była natychmiastowa - napięcie mierzone na powierzchni komórek gwałtownie wzrosło, gdy zaś badanej osobie podsuwali inne substancje, np. aromatyczny olejek goździkowy - napięcie powierzchniowe nie ulegało zmianie. Zupełnie inaczej zachowywały się komórki nabłonka węchowego - nie reagowały na bezwonny ekstrakt, za to pobudzały je nawet znikome ilości substancji zapachowych.
- Widać więc, że narząd nosowo-lemieszowy, choć leży w nosie, nie ma nic wspólnego z węchem, a pobudzające go substancje nie są substancjami zapachowymi. Całe doświadczenie powtórzyliśmy wielokrotnie. Z czasem okazało się, że substancje pobudzające VNO można podzielić na męskie i żeńskie: te, które pobudzają kobiety, nie działają na mężczyzn, i odwrotnie. Wniosek mógł być tylko jeden: narząd nosowo-lemieszowy działa, a to oznacza, że mamy szósty zmysł! - konkluduje Berliner.
- A więc

człowiek wydziela feromony i reaguje na nie

podobnie jak zwierzęta. To wstrząsające odkrycie - komentuje Robert Taylor w ostatnim "New Scientist". - Oznaczać może, że niektóre teorie tłumaczące nasze reakcje seksualne trzeba będzie zweryfikować. Nie uwzględniono w nich istnienia narządu mającego ogromny wpływ na nasze postępowanie; fascynacja drugą osobą, zasady doboru partnera, cała sfera życia płciowego mają najprawdopodobniej bardziej fizjologiczne podłoże, niż sądzono. Dalsze badania powinny wyjaśnić, na ile VNO nami rządzi.

Ale w jaki sposób to na nas działa?
Wiadomo, jak ogromną rolę narząd ten pełni u zwierząt. Samce motyla - brudnicy nieparki kopulują z każdym podsuniętym im przedmiotem (nie wyłączając liścia, chusteczki do nosa czy bibułki od papierosów),

skropionym feromonami samicy

. Ciężarne myszy ronią, jeśli "poczują zapach" moczu samca nie będącego ojcem ich dziecka.
Wydaje się, że ludzki VNO jest nie mniej czuły od zwierzęcego. Świadczy o tym choćby eksperyment opisany w "Journal of Steroid Biochemistry and Molecular Biology". Miliardowa częśc grama pewnego syntetycznego sterydu (PDD) rozpylonego tuż przed nosem mężczyzny wystarczyła, by badany w ciągu minuty uspokoił się i odprężył. Przez kolejnych sześć godzin poziom testosteronu (męskiego hormonu płciowego) w jego krwi utrzymywał się na obniżonym poziomie. Jak to się dzieje, że tak znikome dawki wywołują tak wyraźne reakcje? Impulsy płynące z VNO pobudzają podwzgórze, część mózgu pełniącą ważne funkcje wydzielnicze. U zwierząt podwzgórze steruje odżywianiem się, rozmnażaniem, rywalizacją o samicę, zachowaniem seksualnym, odpowiada za takie emocje, jak zadowolenie, złość czy strach.

Na tym można zbić fortunę
-

Ludzkie feromony czeka zawrotna kariera

. Nigdy wcześniej nie mieliśmy sposobności manipulowania pracą mózgu tak subtelnymi metodami - twierdzi Berliner, który węsząc świetny interes porzucił pracę na uniwersytecie i założył Pherin Corporation, firmę mającą produkować lekarstwa i kosmetyki. - Nie będę pierwszy. Na rynku są już dwa specyfiki produkowane na bazie sterydów: Realm Men - dla mężczyzn i Realm Women - dla kobiet. Większe nadzieje wiążę z lekami.

Za pomocą sztucznych feromonów

będzie można leczyć tak różne choroby, jak rak prostaty, przewlekła depresja czy napięcie przedmiesiączkowe. Znacznie prościej, znacznie szybciej, taniej i bezpieczniej. Brak kontaktu z krwią (nowe leki będą aplikowane do nosa) zminimalizuje niebezpieczeństwo skutków ubocznych. Pierwsze próby dały bardzo zadowalające rezultaty - powiedział wsiadając do czerwonego rolls-royce'a. Wyniki dotychczasowych badań musiały zrobić wrażenie na inwestorach, skoro Berlinerowi udało się wyciągnąć od nich przeszło 9 mln dolarów na dalsze prace. Zdaniem Roberta Taylora biznesmeni,

którzy postawili na feromony

, nie wiedzą jeszcze, że zrobili życiowy interes.



Jak uwodzić


Gazeta Wyborcza
Autor: Marta Kawczyńska

Amerykanie wyprodukowali

perfumy

z kropelkami kobiecego potu. Efekt? Ich użytkowniczki nie mogą opędzić się do wielbicieli.

A wszystko za sprawą tajemniczej substancji o nazwie

Atena Feromon

. Naukowcy z Harvard University nie chcą zdradzić jej składu. Mówią jedynie, że opracowali ją, wykorzystując kropelki kobiecego potu: - Wyodrębniliśmy z nich kilka charakterystycznych

feromonów

i dodaliśmy je do klasycznych

perfum

, takich jakie można dostać w każdej drogerii.

Potem naukowcy wybrali 44 studentki i pracownice uczelni i wręczyli im po flakonie

perfum

. Przez sześć tygodni kobiety używały ich, nie wiedząc, w co zostały one wzbogacone. Rezultat doświadczenia okazał się niesamowity. 68 proc. uczestniczących w badaniu pań twierdzi, że zauważyło "gwałtowny" wzrost zainteresowania swoją osobą ze strony mężczyzn. Trzy czwarte samotnych kobiet znalazło partnerów. Jedna trzecia pań uczestniczących w doświadczeniu skarżyła się nawet, że "randki kończyły się niemoralną propozycją". - Owszem na człowieka tak jak i na inne zwierzęta

działają feromony

, ale do doświadczenia podchodziłbym sceptycznie. Myślę, że po prostu na panów działa widok, obecność kobiety, dopiero potem sam zapach

perfum

- mówi Maciej Farski z Cosmopolitan Cosmetics, firmy produkującej kosmetyki.

Okazuje się, że temat

perfum

wśród badaczy jest ostatnio modny. Francuzi np. opracowali zapachową mapę świata. Wynika z niej, że Amerykanki gustują w woniach słodkich, mocnych, które robią wrażenie. Japonki lubią zapachy ulotne i delikatne. Francuzki to zwolenniczki

perfum

dyskretnych, Angielki gustują w nutach klasycznych, ziołowych z dominacją lawendy. Niemki natomiast stawiają na trwałość

perfum

. Co do Polek Francuzi mówią o nas, że jako konsumentki nie mamy sprecyzowanego gustu.

Jednak Małgorzata Modzelewska, współwłaścicielka warszawskiej

perfumerii

Tosca ma co do Polek własne obserwacje: - Wszystko u nas zależy...od koloru włosów. Blondynki wybierają zapachy kwiatowe z tzw. zielonej linii, brunetki lubią piżmo. Najgorzej jest z rudowłosymi kobietami. One są bardzo kapryśne. Potrzebują czegoś naprawdę oryginalnego, inaczej nie mogą się zdecydować - mówi.

Okazuje się, że i Polacy mają sprecyzowany gust. Zdaniem Modzelewskiej do ich ulubionych należą korzenne, pieprzne lub tytoniowo-barowe zapachy."



Sztuka kochania


Newsweek Polska
Numer 32/07
Autor: Agnieszka Fedorczyk

Dobrać się w pary, kochać i czuć się kochanym, iść razem przez życie i jeszcze się przy tym nie znudzić. Bajka? Wcale nie. Wystarczy w miłość wpleść nieco logiki. Oszukujemy się, chcąc widzieć w partnerze kogoś innego, niż jest naprawdę. Nie potrafimy go dobrze ocenić. Angażujemy się w związki, które z czasem okazują się całkowicie chybione. Porażki, jakie nas potem czekają, wynikają stąd, że sterują nami

hormony, feromony i geny

. To one dają o sobie znać, gdy szukamy kandydata do miłości aż po grób. Z punktu widzenia biologii cel jest bowiem zupełnie inny niż nasz - mamy wydać na świat zdrowe, dorodne potomstwo. Miłość nie ma tu żadnego znaczenia.

Skoro niepohamowane siły natury pchają nas w ramiona możliwie najlepszego biologicznie samca lub samicy, to czy jesteśmy skazani na związki nieudane pod względem potrzeb emocjonalnych bądź intelektualnych? Niekoniecznie. Jest jednak pewien warunek - musimy być świadomi zagrożenia, zaś kluczem do sukcesu jest poznanie samego siebie i racjonalne podejście do poszukiwania odpowiedniego partnera - twierdzi prof. Alexander Avila, amerykański psycholog i autor książki "LoveTypes" ("Typy miłosne"), która w USA już stała się bestsellerem, a u nas ukaże się we wrześniu. Jego zdaniem nieudane związki biorą się niemal wyłącznie stąd, że ulegamy naturze i najzwyczajniej w świecie źle szukamy.

Jednocześnie uczony pozbawia nas złudzeń - by znaleźć drugą połowę, emocje, choć potrzebne, trzeba odłożyć na bok. Przy wyborze partnera powinniśmy kierować się chłodną kalkulacją. Przynajmniej na pewnym etapie poszukiwań. Czy nam się to podoba, czy nie, pozbawiona elementu logiki miłość daje marne szanse na wspólne doczekanie sędziwego wieku.

- Wybór partnera to bardzo złożony proces, którego większa część odbywa się poza naszą świadomością - słusznie zauważa prof. Martie G. Haselton z ośrodka badań nad zachowaniem, ewolucją i kulturą Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Ogromną rolę w podejmowaniu tej decyzji odgrywa czysta biologia, czyli ewolucyjne dążenie do przekazania własnych genów.

Dlatego mężczyźni dążą do znalezienia partnerek ładnych i młodych, bo cechy te są obietnicą płodności. Kobiety zaś szukają partnerów z wysoką pozycją społeczną i zasobnym portfelem, którzy zapewnią byt im i potomstwu. Aby odnieść sukces reprodukcyjny, kobiety muszą być znacznie bardziej wymagające niż mężczyźni, bo dla nich zły wybór oznacza w biologicznym sensie większą katastrofę. One przez dziewięć miesięcy noszą bowiem w swoim łonie dziecko, a ciąża, choć jest stanem naturalnym, to jednak nadweręża organizm przyszłej matki. Oni dają jedynie plemniki, nic ich to nie kosztuje.

Współcześnie wskaźnikiem zdolności mężczyzny do dostarczania niezbędnych dóbr są w naszej cywilizacji cenione przez kobiety perspektywy finansowe, podobnie jak wśród Eskimosów największe powodzenie mają zręczni łowcy fok. Pomimo zróżnicowania kulturowego oczekiwania ludzi - od Ameryki po Zambię - są niemal identyczne. Już pod koniec lat 80. potwierdził to prof. David Buss w największych badaniach przeprowadzonych z udziałem ok. 10 tys. osób z 37 krajów (w tym Polski) i ze wszystkich kontynentów.

Kierując się przy wyborze partnera takim cechami, jak uroda czy pozycja społeczna, mamy jeszcze jakiś wpływ na to, kto nim będzie. Gdy jednak do głosu dochodzi czysta chemia, to znalezienie właściwej (w sensie trwałości związku) osoby jest całkowicie niezależne od naszej świadomości. Kluczową rolę pełni w tym wypadku układ zgodności tkankowej MHC (ang. major histocompatibility complex), tj. tworzące go białka odpowiedzialne za odporność organizmu, czyli zdolność do walki z chorobotwórczymi patogenami. Im bardziej odmienny zestaw białek MHC ma kobieta i mężczyzna, tym zdrowsze spłodzą potomstwo. O tym, jakie białka powstaną w naszym organizmie, decydują geny. A już od dawna wiadomo, że im większa różnorodność genów dwojga ludzi, tym mniejsze ryzyko chorób i wad u ich dzieci. (Dlatego właśnie bliscy kuzyni nie powinni zawierać małżeństw).

Romantyzm i rozwaga
Natura tak to urządziła, że odpowiedniego partnera (dysponującego możliwie różnym od naszego zestawem MHC) wyczuwamy dosłownie za pomocą nosa. W słynnym eksperymencie podkoszulkowym uczestnicy wybierali najbardziej ich zdaniem atrakcyjnych partnerów na podstawie zapachu podkoszulka noszonego wcześniej przez płeć przeciwną. Przeważająca większość wybierała osoby o najbardziej odmiennym składzie białek.

Harmonijne pożycie okażą się bliskie zeru. Zatem w trakcie owulacji lepiej wstrzymać się z szukaniem ideału. Oprócz MHC sterują nami także hormony. Okazuje się, że atrakcyjność obojga płci zależy od tego, w jakim momencie cyklu miesięcznego jest kobieta. Z badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego wynika, że im bliżej owulacji, tym płeć piękna jest bardziej ponętna dla panów. Natomiast panie w tych dniach cyklu łaskawszym okiem patrzą na mężczyznę, który przekaże zdrowe geny, nawet jeśli jest zwykłym mięśniakiem. W pozostałych fazach cyklu bardziej interesującymi są dla nich panowie o łagodnym, opiekuńczym, mniej męskim usposobieniu. Im bliżej owulacji, tym bardziej atrakcyjny jest zapach osobnika o najbardziej odmiennym MHC.
Biologia z nas drwi. Kiedy hormony działają, zdrowy rozsądek zanika, a wtedy wykształcenie, pochodzenie, upodobania, system wartości nie grają roli; kobiecie może wydać się atrakcyjny zapach mężczyzny, niepasującego do niej emocjonalnie i intelektualnie. I o ile jest wielce prawdopodobne, że dzieci spłodzą rumianie zdrowe, to szanse na harmonijne pożycie okażą się bliskie zeru. Zatem w trakcie owulacji lepiej wstrzymać się z szukaniem ideału.



Sopot tętni miłością i seksem


Dziennik.pl
2006-08-04

Jeśli chcesz zakosztować prawdziwej miłość bądź przeżyć seks życia jedź do Sopotu! - radzi "Fakt". Gazeta przeprowadziła badania, które wykazały, że właśnie w tym nadmorskim kurorcie atmosfera jest najgorętsza.
Co sprzyja miłości w Sopocie? Przede wszystkim słońce. A to grzeje tu przez 140 dni w roku! "Duża dawka promieni pobudza produkcje hormonów płciowych w przysadzce mózgowej. A ta produkuje więcej fenyloetyloaminy, czyli hormonu miłości" - tłumaczy seksuolog dr. Stanisław Dulko. Organizm wytwarza też

feromony, które pobudzają i zachęcają

do takich uniesień. Na emocje pobudzająco działa też fosfor, którego pełno jest rybach, a które wczasowicze w Sopocie jedzą na potęgę. To wszystko za dnia. A nocą...
Budzą się demony. Bo Sopot to nie tylko dobre jedzenie i widoczki. To też mnóstwo klubów i dyskotek. W rytmie disco łatwiej o zbliżenie. Gorąca atmosfera rozpala wszystkich. Dla ochłody zaś nie ma nic lepszego niż spacer. Bo i morze rozwija wyobraźnię i sprzyja fantazjom na plaży. Po zmroku łatwo potknąć się o splątane erotycznym uniesieniem ciała. Sopocki piasek widział narodziny niejednej gorącej miłości...



Fragment artykułu "Magnetyzm Ciała"


Magazyn Przekrój Nauki
Autor: Aleksandra Kowalczyk

"...Biologia biologią, ale wszyscy wiemy, że w kontaktach damsko-męskich zdarza się jednak czasem także boska chemia, która nieubłaganie przyciąga nas do siebie. Jedno elektryzujące spojrzenie i już gotowi jesteśmy ulec namiętności, choćby i tu, na miejscu. Ciekawe, że u kobiet pojawia się to zazwyczaj podczas płodnych dni cyklu. Wtedy - i to też nie jest przypadek - panie najczęściej angażują się w przelotne romanse.
Ale nie spojrzenie jest temu winne, lecz raczej pociągnięcie nosem - poprawią nas naukowcy, którzy kilka lat temu ogłosili odkrycie w przegrodzie nosowej... jeszcze jednego organu płciowego. Niesmaczny żart? Niekoniecznie. Chodzi bowiem o niezwykle czuły narząd lemieszowo-nosowy (wychwytuje obecność w powietrzu substancji w stężeniu jedna cząstka na sto miliardów innych), który pozwala nam odbierać sygnały pozawerbalne od płci przeciwnej i odpowiada za nasze reakcje seksualne. Narząd ten nie ma nic wspólnego z węchem, ponieważ nastawiony jest wyłącznie na tropienie substancji chemicznych

zwanych feromonami

.
Ten szósty zmysł informuje zwierzęta między innymi o tym, który samiec szuka partnerki i która samica przechodzi owulację. U ludzi działa on podobnie, choć jego komunikaty nie są aż tak czytelne. Wystarczy jednak jedno pociągnięcie nosem, aby poczuć... miłość od pierwszego wejrzenia.
O tym, jak

feromony działają na nasz gatunek

, świadczy przypadek odkrywcy tych tajemniczych substancji. Profesor David Berliner, który w latach 70. badał ludzkie wydzieliny skórne, odczuł ich działanie na sobie: kiedy w jego laboratorium otwierano probówkę z niektórymi rodzajami sterydów, alkaloidów i białek, on i jego asystenci przeżywali chwile absolutnej błogości lub gwałtownej i nieuzasadnionej złości.
Dzięki długoletnim badaniom stało się jasne, że substancje te uruchamiały lawinę gwałtownych reakcji, kiedy docierały właśnie do narządu lemieszowo-nosowego, a stamtąd do podwzgórza, części mózgu sterującej zachowaniami seksualnymi i emocjami. To dzięki tym sygnałom potrafimy się poruszać w labiryncie damsko-męskich niedomówień..."



Tajemnica pożądania


chcebycpiekna.pl
20.07.2007
Autor: Anna Sajnog

Marzysz o przystojnym brunecie, a nagle widok przeciętnego blondyna zwala cię z nóg? Świat przestaje się liczyć, a ty czujesz, jak robi ci się ciepło. Zamiast kolan masz watę... serce zaczyna bić dwa razy szybciej... i zasycha w ustach... Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie - chemia i tajemnicza moc feromonów.

Nieprzypadkowo wybierasz w pustym autobusie miejsce, na którym wcześniej siedział mężczyzna. Działasz instynktownie, ale tak naprawdę,

to wpływ feromonów

. Dzięki nim w grupie podobnych do siebie facetów, którym na dodatek daleko do wymarzonego przez ciebie ideału, wybierasz tego jednego.

Czysta chemia
Ciało każdego człowieka wraz z potem produkuje substancje chemiczne o

niesamowitej mocy czyli feromony

. Nie każdy jednak wytwarza ich taką samą ilość - tłumaczy to przypadki powodzenia mniej atrakcyjnej kobiety wśród mężczyzn.

Cała tajemnica tkwi w

proporcjach wytwarzanych feromonów

i potrzebach, zarówno kobiet jak i mężczyzn. Sprawa byłaby prosta, gdyby istniał

tylko jeden feromon

. Tymczasem naukowcy wyróżnili ich już kilka, a każdy wywołuje inne uczucia.

Androstenol to silnie działająca substancja wywołująca wrażenie młodzieńczej witalności. Nic więc dziwnego, że naturalnie człowiek wytwarza największe jej ilości w okresie dojrzewania.

Androstenon to feromon

produkowany głównie przez organizmy dominujących, silnych, a nawet agresywnych mężczyzn. Działa zniewalająco na kobiety.

Podobnie wpływa

androsteron - najbardziej popularny feromon

. Roztacza aurę poczucia bezpieczeństwa. Sprawia, że wyróżniasz się z tłumu. Nic więc dziwnego, że szczególnie kobiety tak pozytywnie na niego reagują.

Damską bronią jest nie sex appeal, a androstadienon.

Feromon, który mocno oddziałuje

na mózg mężczyzny, sprawia, że panowie pod jego wpływem stają się czuli i uważni.

Jesteś moją amfetaminą

Feromony w miłosnej grze

odgrywają bardzo ważną rolę. Decydującą o tym, czy w ogóle zainteresujemy się drugą osobą. Zaraz po nich zjawia się fenyloetyloamina - hormon namiętności i... zakochania!

I znów nie urok partnera, tylko chemia sprawia, że jesteśmy zauroczeni i zapominamy o całym świecie. Hormon przypomina nieco działanie amfetaminy. Tak jak ona uzależnia. Poziom fenyloetyloaminy zwykle spada po około 2 latach związku. Wtedy gubimy różowe okulary, przez które do tej pory widzieliśmy partnera. Zaczynają się kryzysy i kłótnie.

Na szczęście bywa też tak, że stan zakochania przeradza się w prawdziwą miłość, a w mózgu wytwarzają się endorfiny odpowiedzialne za uczucie szczęścia. Działają one jak morfina - uspokajają i łagodzą. Seks również w całej grze chemicznej odgrywa ważną rolę. W czasie stosunku wzrasta bowiem poziom oksytocyny, odpowiedzialnej za przywiązanie!

Chemiczny wabik
W dzisiejszym świecie

działanie feromonów

jest ograniczone. Codzienna higiena i stosowanie pachnących kosmetyków zabija naturalny zapach. Na szczęście nie niszczą go całkowicie.

Przy doborze partnera używamy poza instynktem także i zdrowego rozsądku. Gdy dodamy do tego

wiedzę o feromonach

i ich działaniu, mamy recepte na zwycięstwo w miłosnej grze. Wiele firm produkuje nawet

feromony w małych buteleczkach i sprzedaje je jako najskuteczniejszy afrodyzjak

. Czy zadziałają na płeć przeciwną? Być może. Z pewnością jednak zadziałają na twoje poczucie własnej wartości.



Ćma steruje samochodem


kopalniawiedzy.pl/Kanzaki-Takahashi Lab
21.07.2009
Autor: Mariusz Błoński

Japońscy naukowcy z Centrum Badawczego Zaawansowanej Nauki i Technologii Uniwersytetu Tokijskiego chcą poznać mózgi owadów, by skonstruować sztuczny mózg, który będzie można programować do specyficznych zadań. Jeśli to się uda na ulicach mogą znaleźć się np. sztuczne muchy szukające laboratoriów produkujących narkotyki czy pszczoły-roboty, które w gruzach będą poszukiwały ofiar katastrof.

Japoński zespół pracuje pod kierunkiem profesora Ryohei Kanzaki, który od 30 lat bada mózgi owadów i jest pionierem na polu badań hybryd owadów i robotów. Jego długoterminowym celem jest zrozumienie budowy mózgu człowieka, by można było odtwarzać uszkodzone neurony. Jednak, by to osiągnąć, musi najpierw poznać znacznie prostsze mózgi owadów. "Zakładając, że mózg to puzzle, możemy go skonstruować pod warunkiem, iż będziemy wiedzieli jak każdy z klocków jest zbudowany i gdzie powinien się znaleźć. W przyszłości możliwe będzie odtworzenie mózgu owada za pomocą obwodów elektronicznych. To z kolei da nam możliwość kontrolowania prawdziwego mózgu dzięki modyfikacji jego obwodów" - mówi profesor.

Japończycy mają już na swoim koncie pierwsze poważne osiągnięcia. Prowadzili badania nad mózgami jedwabników. Samce tego gatunku z odległości ponad kilometra

potrafią wyczuć feromony

wydzielane przez samice. Zespół Kanzakiego tak zmienił połączenia pomiędzy neuronami, że mózgi reagowały na światło, a nie na

feromony

. Przeprowadzono też takie zmiany, wskutek których pojawiła się

reakcja na feromony

innych gatunków.

Podczas jednego z eksperymentów jedwabnik... kierował samochodem. Owad został przymocowany do niewielkiego zdalnie sterowanego samochodu, a jego odnóża do swobodnie obracającej się kulki.

Za pomocą feromonów

skłaniano zwierzę, by skręcało w prawo lub w lewo. Naukowcy zauważyli, że owad błyskawicznie przystosowuje się do nowych warunków. Gdy kulkę skonfigurowano tak, by sterowanie nią dawało podobne uczucie, jak jazda samochodem z przedziurawioną oponą, owad szybko sobie poradził z nowymi warunkami i nauczył się prawidłowo skręcać.

W bardziej zaawansowanym eksperymencie uczeni odcięli jedwabnikowi głowę i umieścili ją z przodu pojazdu. Połączyli mózg owada z układem sterującym pojazdem i

stymulowali go feromonami

. Mózg potrafił zakręcać w lewo i w prawo w czasie rzeczywistym. Dalsze badania wykazały, że naukowcom udało się jednocześnie uzyskiwać dane z 1200 neuronów. To jeden z najlepszych osiągniętych kiedykolwiek wyników.

Profesor Kanzaki zauważa, że ludzie i owady wykazują duże zdolności adaptacyjne. Potrafimy maszerować z prędkością kilku kilometrów na godzinę, ale radzimy sobie też ze sterowaniem samochodem jadącym ponad 100 km/h. Dzieje się tak, gdyż mózg traktuje maszynę jak przedłużenie naszego ciała. Zdaniem Kanzakiego, owady również są zdolne do tego typu adaptacji. Stworzenie robaka-robota, który poruszałby się z prędkością prawdziwego robaka nie jest interesujące. Chcemy stworzyć maszynę, która będzie znacznie potężniejsza niż prawdziwy organizm - mówi profesor.



Prawdziwy zapach mężczyzny


Tygodnik Wprost
Numer: 954
Autor: Marcin Rotkiewicz

Pigułka antykoncepcyjna zaburza prawidłowe odczytywanie wysyłanych przez mężczyzn sygnałów chemicznych,

zwanych feromonami

. A fałszywe ich odbieranie może drogo kosztować - wybór partnera decyduje bowiem między innymi o tym, czy dziecko będzie wyposażone w sprawny układ odpornościowy. Zwierzęta komunikują się za pomocą zapachów, ale sygnały przez nie wysyłane zawierają nie tylko substancje, które może wyczuć nasz nos (takie jak płyn służący do znaczenia terenu przez koty). Używają też subtelniejszego

zapachowego języka: feromonów

. Te bezwonne substancje chemiczne (należące do grupy sterydów, alkaloidów i białek) nawet w bardzo małych stężeniach silnie oddziałują na organizm. Mrówki

feromonami zaznaczają

na przykład miejsce, w którym odkryły jedzenie. Dzięki temu mogą bezbłędnie wskazać drogę do niego swoim pobratymcom. Udowodniono również, że samce motyli próbują kopulować z każdym przedmiotem

nasączonym feromonami samicy

.


Mowa zapachów
Już w latach 70. naukowcy stwierdzili, że

feromony, obok innych substancji zapachowych

, decydują o wyborze partnera seksualnego u gryzoni. Zapach ich moczu oraz zawartość w nim u każdego osobnika i zależy od rodzaju genów, tzw. głównego układu zgodności tkankowej (MHC). To właśnie w nich zapisany jest plan budowy białek, umożliwiających układowi odpornościowemu odróżnianie obcych tkanek. Okazuje się, że im bardziej geny MHC rodziców się różnią, tym lepiej dla potomstwa. Organizm dziecka ma wtedy większe szanse na walkę z wirusami i bakteriami. Dlatego dobierające się w pary szczury zwracają uwagę, czy potencjalny partner ma wystarczająco odmienny zestaw genów głównego układu zgodności tkankowej, a umożliwiają im to

sygnały zawarte w feromonach.



VNO, czyli drugi nos
Feromony nie są klasycznymi substancjami zapachowymi, do ich wykrywania służy ssakom narząd nosowo-lemieszowy (VNO). Odkryto go m.in. u myszy, szczurów i chomików. Naukowców najbardziej jednak intrygowało pytanie, czy również ludzie nieświadomie wysyłają i

odczytują feromonowe informacje

. Pierwsze wzmianki o tym, że w pobliżu naszego nosa znajduje się jakiś "dziwny" narząd, pochodzą aż sprzed 300 lat. Badacze zainteresowali się nim ponownie dopiero w latach 30. XX wieku. Wówczas jeden z lekarzy stwierdził, że narząd nosowo-lemieszowy jest atawizmem jak kość ogonowa i występuje u nas wyłącznie w życiu płodowym, a wkrótce po urodzeniu zanika. Pogląd ten był akceptowany aż do 1987 r., gdy David Moran z University of Pennsylvania i Bruce Jafek z University of Colorado stwierdzili, że każda z przebadanych przez nich kilkudziesięciu dorosłych osób ma VNO. Nadal jednak nie było wiadomo, czy narząd ten działa. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Psycholog Luis Monti-Blocha z Uniwersytetu Utah wykazał, że komórki narządu nosowo-lemieszowego reagują na bezwonny ekstrakt z różnych wydzielin ludzkich gruczołów skórnych.

Zapach genów
Jeśli więc VNO funkcjonuje,

feromony najprawdopodobniej wpływają na nasze zachowania

. Pierwsze sygnały, że tak może się dziać, pojawiły się w 1971 r., kiedy nie wiedziano jeszcze o istnieniu VNO u dorosłych. Naukowcy zaobserwowali wówczas, że cykle miesięczne kobiet dłużej z sobą mieszkających synchronizują się. Niecałe dwadzieścia lat później potwierdzono to odkrycie eksperymentalnie. Przez kilka miesięcy jedna grupa badanych kobiet nosiła pod pachą bawełniane waciki. Naukowcy po usunięciu wszystkich składników zapachowych dawali je do wąchania drugiej grupie pań. Po pewnym czasie cykle miesięczne obu grup się zsynchronizowały. Stwierdzono również, że

bezwonne feromony

zawarte w męskim pocie przyczyniają się do regulacji cyklu menstruacyjnego.
Naukowców bardziej jednak interesowało pytanie, czy substancje te wpływają na wybór partnerów seksualnych. Claus Wedekind z uniwersytetu w Bernie w 1995 r. zbadał budowę genów MHC 49 kobiet i 44 mężczyzn. Następnie poprosił panów, aby przez dwie noce spali w podkoszulkach. Szwajcarski uczony dawał je potem do powąchania badanym kobietom i notował ich wrażenia. Wedekind stwierdził, że panie wykazywały wyraźną tendencję do wybierania podkoszulków mężczyzn o odmiennych zestawach genów MHC.
To, że ludzie nieświadomie kierują się w poszukiwaniach partnerów budową genów głównego układu zgodności tkankowej, potwierdziły także eksperymenty przeprowadzone przez Carole Ober z University of Chicago. Postanowiła ona sprawdzić, czy 411 par należących do istniejącej od kilkuset lat sekty menonitów, zawierających małżeństwa wyłącznie w obrębie własnej grupy wyznaniowej, również postępowało zgodnie z tą zasadą. Okazało się, że tak. Carole Ober stwierdziła także, że wśród par, u których dochodziło do naturalnych poronień, geny MHC ojca i matki były bardziej podobne do siebie niż w wypadku innych menonickich małżeństw.

Natury nie da się oszukać
Różnice w budowie głównego układu zgodności tkankowej rodziców wpływają nie tylko na sprawność układu odpornościowego dzieci, ale również na przebieg ciąży. Kunio Yamazaki z Monell Chemical Senses Center w Filadelfii wykazał także, że jeśli MHC rodziców się różni, dzieci rodzą się w wyznaczonym terminie. Natomiast u osób mających kłopoty z naturalnym poczęciem duże zróżnicowanie MHC oznacza większe szanse na powodzenie zapłodnienia metodą in vitro - dowiódł Louis Weckstein z Reproductive Science Center w San Ramon w Kalifornii. Zostaliśmy więc

wyposażeni w feromony

mające nam ułatwiać wybór partnera, zapewniający poczęcie zdrowego potomstwa. "Podczas przeprowadzonych przeze mnie badań okazało się jednak, że środki antykoncepcyjne zaburzają ten naturalny mechanizm" - twierdzi Claus Wedekind na łamach "New Scientist". Podczas eksperymentów kobiety przyjmujące pigułki wybierały podkoszulki mężczyzn o zbliżonej budowie genów MHC. "Moim zdaniem, środki antykoncepcyjne, oszukując organizm, że jest w ciąży, wpływają na odbiór sygnałów

zawartych w feromonach

" - dodaje Wedekind. Może to być stare przystosowanie ewolucyjne, zaburzane przez hormonalne środki antykoncepcyjne. Rewelacje Wedekinda o wpływie pigułek na wybór partnerów chce zweryfikować Marian Petrie z uniwersytetu w Newcastle. W tym celu zamierza ona przebadać 80 kobiet, wśród których znajdą się panie regularnie przyjmujące środki antykoncepcyjne. "Już teraz doradzałbym jednak kobietom szukającym kandydata na ojca swoich dzieci, aby na długo przed dokonaniem wyboru przestały brać pigułki" - twierdzi Rachel Herz z Brown University w Providence. Natury nie da się oszukać.



Gej jak heteroseksualna kobieta


kopalniawiedzy.pl/Cosmos Magazine/Washington Post
18.06.2008
Autor: Anna Błońska

Ivanka Savić i Per Lindström, neurobiolodzy z Karolinska Institutet, badali anatomię mózgu w kontekście seksualności. Zauważyli, że mózgi gejów przypominają mózgi heteroseksualnych kobiet, a lesbijek mózgi heteroseksualnych mężczyzn (Proceedings of the National Academy of Sciences).

Wcześniejsze badania wykazały, że mózgi kobiet i mężczyzn różnią się pod względem budowy określonych rejonów i organizacji funkcjonalnej. Mózgi męskie są np. bardziej asymetryczne, z półkulą prawą większą od lewej. Z tego powodu Savić i Lindström zaczęli się zastanawiać, czy istnieją różnice między mózgami osób tej samej płci, ale odmiennej orientacji seksualnej.

Zebrano grupę 90 ochotników dopasowanych pod względem wieku: 50 osób heteroseksualnych (25 mężczyzn i 25 kobiet) i 40 homoseksualnych (20 kobiet, 20 mężczyzn).

Podczas rezonansu magnetycznego okazało się, że mózgi homoseksualnych kobiet były w podobny sposób asymetryczne jak mózgi heteroseksualnych mężczyzn, z prawą półkulą większą od lewej, natomiast mózgi heteroseksualnych kobiet i homoseksualnych mężczyzn były w dużym stopniu symetryczne.

Kiedy podczas tomografii pozytronowej (PET) naukowcy zaczęli się przyglądać przepływowi krwi, by wykryć sieć połączeń wewnątrz mózgu, znowu okazało się, że mózg osoby homoseksualnej przypomina mózg osoby heteroseksualnej płci przeciwnej. U gejów i kobiet heteroseksualnych występowało np. więcej połączeń pomiędzy prawym i lewym jądrem migdałowatym (amygdala), a więc strukturą odgrywającą ważną rolę w emocjonalnym uczeniu się i reakcjach na bodźce zewnętrzne, m.in. na stres. Zaobserwowano też istnienie większej liczby połączeń w przedniej części zakrętu obręczy w okolicy ciała modzelowatego (spoidła wielkiego mózgu). Są to obszary, które biorą udział w modulowaniu procesów związanych z nastrojem i lękiem.

Badanie PET przeprowadzano w dwóch sytuacjach: 1) w czasie odpoczynku i 2) podczas wdychania bezwonnego powietrza.

Tak ścisłe połączenia funkcjonalne powodują, że kobiety są bardziej podatne na zaburzenia nastroju, m.in. depresję. Najnowsze odkrycia Szwedów pozwalają też wyjaśnić, czemu osoby homoseksualne, a zwłaszcza geje, także wydają się bardziej podatne na wystąpienie chorób afektywnych.

Savić i Lindström nie dociekali, czemu i jak dochodzi do powstania opisanych podobieństw anatomicznych. Wcześniej udało im się wykazać, że heteroseksualne kobiety i homoseksualni mężczyźni podobnie reagują na zapach pochodnych męskich hormonów płciowych (androgenów).

Inni eksperci komentują, że nie wiadomo, jak dochodzi do zmiany rozwoju mózgowych centrów emocjonalnych. Czy wpływają na to geny, czy też chodzi o oddziaływania hormonalne w łonie matki.
Zgodnie z obecnym stanem wiedzy, geny mogą odgrywać pewną rolę w homoseksualności męskiej, ale już nie w żeńskiej. Wiadomo też, że u samców szczurów asymetria mózgu ustala się w wyniku wczesnej ekspozycji na oddziaływanie androgenów. Rozwój symetrii półkul u samic można odwrócić, usuwając tuż po urodzeniu jajniki.



Feromony decydują czy mysz będzie zachowywać się jak samiec czy samica


biotechnolog.pl/nature.com/eurekalert.org
08.09.2007
Autor: Paweł Szablewski

Za pomocą jednego genu TRPC2 można u myszy przełączać zachowanie z żeńskiego na męskie. Gen ten odpowiada za

odbieranie zapachów - feromonów

, w narządzie nosowo-lemieszowym.


Feromony są to substancje regulujące zachowania

rozrodcze, pokarmowe, socjalne organizmów. Szczególnie dobrze poznane są u owadów. Ich wpływ na warunkowanie pewnych postępowań, reakcji na zaistniałą sytuację znany jest także dla organizmów wyższych np. myszy, psów. Narząd nosowo-lemieszowy ma połączenia z obszarami mózgu odpowiedzialnymi za zachowania rozrodcze i socjalne. Tym samym

pojawienie się feromonów w powietrzu

aktywuje wrodzone, automatyczne reakcje. Dopiero poprzez naukę organizm uczy się je kontrolować.
Jest to odwrotnie niż w przypadku zapachów, gdzie zwierzę dopiero przez naukę uczy się odpowiednich na nie reakcji. Jak się podejrzewa, także człowiek nie jest w pełni wolny od

wpływu feromonów na jego zachowanie

. Wiele z firm dodaje różne tego typu substancje do kosmetyków. Mają one oddziaływać na zachowanie emocjonalne ludzi. Udało się potwierdzić, iż nieświadomie ludzie reagują na te zapachy ale nie znaleziono dla nich odpowiednich receptorów. Narząd lemieszowy (inaczej zwany narządem Jacobsona lub przylemieszowym) u nas, a właściwie jego pozostałości mają się znajdować na przegrodzie nosowej. Najsilniej rozwinięty jest u niemowląt, później z wiekiem szybko zanika. Wiadomo natomiast, że w naszym genomie są geny odpowiedzialne za budowę receptorów – białek

dbierających feromony

. Nie wiadomo jednak na ile te geny są funkcjonalne.

Do tej pory przynajmniej dla ssaków, myślano iż kształtowanie się "płci mózgu" jest procesem determinowanym przez hormony płciowe. Działając w okresie płodowym miały prowadzić do jednoznacznego uformowania się mózgu na zachowania męskie, bądź żeńskie. Nikt nie przypuszczał, iż można go regulować za pomocą jednego genu. Sztuki tej udało się dokonać naukowcom z Catherine Dulac z Harvard University.

Gen TRPC2 odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie kanałów jonowych wapnia w błonach komórkowych narządu nosowo-lemieszowego. Tym samy uczestniczy w wzbudzaniu jego reakcji. Samice bez tego genu biegały za innymi osobnikami próbując z nimi kopulować, wydawały ultradźwięki wabiące charakterystyczne dla samców. Samice takie miały także silnie osłabione reakcje matczyne. Nie budowały gniazd, a sztucznie zapłodnione, swoim potomstwem opiekowały się niedbale. Podczas gdy dzikie formy większość czasu spędzały z nowo narodzonymi młodymi, formy zmutowane interesowały głównie wędrówki. Także w czasie okresu laktacji gdy formy dzikie atakowały i odpędzały samce, zmutowane były bierne do ich wizyt. Te same objawy zaobserwowano u grupy dorosłych samic, którym organ nosowo-lemieszowy usunięto chirurgiczne. Co ciekawe poziom hormonów płciowych testosteronu, estrogenu i cykl rozrodczy u samic mutantów i dzikich był taki sam.

Oznacza to, że mózgi dorosłych samic u myszy, są rozwinięte zarówno na zachowania rozrodcze, męskie jak i żeńskie. Uruchomienie odpowiedniej ścieżki odbywa się przez działanie jednego genu. Skoro narząd Jacobsona u ludzi nie funkcjonuje lub działa bardzo słabo, interesujące jest czy gen TRPC2 ma jakiś wpływ na nasze zachowanie.

Należy jednak pamiętać, że myszy są

bardzo czułe na feromony

, które mocno wpływają na ich zachowania. Samice będące w początkowym okresie ciąży pod wpływem zapachu moczu obcego samca resorbują płody – tzw. efekt Bruce'a. Niedawne badania Samuel Weiss z University of Calgary w Kanadzie wykazały, że młode samice wystawione na zapach moczu dominującego samca rozwijają w mózgu dodatkowe bogate w neurony obszary. Samice te później zdecydowanie wolały towarzystwo samców dominujących niż innych. Zjawisk takich nie zaobserwowano u samic hodowanych na czystym podłożu lub z zapachem samców podwładnych. Obszary dodatkowych komórek nerwowych tworzyły się w hipokampie odpowiedzialnym za uczenie się i pamięć oraz w węchomózgowiu odbierającym sygnały węchowe. Podobne obszary występują również u ludzi nic jednak nie wiadomo aby

feromony wpływały na tworzenie się

u nas nowych nerwów w mózgu.



Feromony - nasze naturalne drogowskazy


female.pl
17.07.2007
Autor: Małgorzata Fall

O tych „magicznych” związkach chemicznych słyszał chyba każdy. Większość ludzi posiada jednak na ich temat raczej mylną, a przynajmniej niekompletną wiedzę. Należy więc zacząć omawianie od samego początku.

Jeśli chodzi o etymologię,

słowo „feromon” pochodzi z greckiego

. Ferin czyli „niesie” i horme -„pobudzenie”, w wolnym tłumaczeniu oznacza to „przekaźnik podniecenia”.
Owa definicja jest oczywiście skrajnie uproszczona. Warto byłoby nieco ją poszerzyć. W ujęciu naukowym

feromony to skomplikowane związki semiochemiczne

, rzadko jednoskładnikowe. Ich zadaniem jest wywoływanie i stymulowanie pożądanego zachowania u osobników, najczęściej-płci przeciwnej, zawsze-należących do tego samego gatunku. Upraszczając-

feromony to po prostu substancje

odpowiadające za oddziaływanie na partnera.

Oczywiście te tajemnicze związki chemiczne nie funkcjonują wyłącznie w świecie ludzi. Ponad 1500 gatunków zwierząt, kilkadziesiąt rodzajów roślin, a także drożdżaki i bakterie są w stanie emitować sygnały,

poprzez użycie feromonów

. Pierwsze badania przeprowadzone zostały w latach 50 na mrówkach. Naukowcy wykazali, że te inteligentne stworzenia

wykorzystują własne feromony

do znaczenia terytorium, w którym znajduje się jedzenie, by pozostali osobnicy nie mieli problemu z odnalezieniem go. Opisana sytuacja jest świetnym przykładem na to, że błędem jest sądzić, iż

temat feromonów jest związany

wyłącznie z popędem seksualnym. Nie da się jednak zaprzeczyć, że taką rolę wspomniane związki chemiczne również spełniają. Za potwierdzenie niech posłuży nam przykład motyli. Samica tego owada w okresie godowym wydziela na tyle intensywny zapach, że samiec potrafi wyczuć partnerkę nawet z odległości 3 kilometrów. Trzeba przyznać, że skuteczność jest imponująca.

Zostawmy świat zwierząt i skoncentrujmy się na nas. Kluczową rzeczą zdaje się być próba odpowiedzi na pytanie, jak to się wszystko zaczęło. Czołowym naukowcem, który „udowodnił”

istnienie feromonów ludzkich

była profesor Martha McClintock. Przeprowadziła ona swoje badania na kobietach umieszczonych w zakładzie karnym, stale przebywających razem. Pani McClintock zauważyła, że wszystkie więźniarki synchronicznie przechodziły cykl miesiączkowy. By wykluczyć przypadkowość tej sytuacji, profesor wykonała doświadczenie na 29 kobietach, których miesiączka wypadała w rozbieżnych terminach. Badaczka poprosiła 9 z nich, by pod pachą umieściły na jakiś czas małe poduszeczki. Gdy spełniły prośbę, zespół Marthy McClintock poddał materiał działaniu określonych substancji chemicznych, eliminując nieprzyjemne zapachy. W fazie końcowej otrzymali coś w rodzaju maści. Pozostałe 20 pań miało za zadanie wcierać ją sobie pod nosem. Po niedługim czasie ich cykle miesiączkowe zsynchronizowały się z cyklem „dawczyń zapachu”.

Wszystko to za sprawą feromonów

. Znaleźć je bowiem można w różnego rodzaju wydzielinach jak pot, krew, ślina, mocz, śluzy. Gdy występują jako składnik któregoś z wymienionych płynów, nie wydzielają żadnego zapachu. Jednak po wyselekcjonowaniu, niektóre rodzaje tych związków chemicznych posiadają już swą własną woń. Przykładowo androstenol, sygnalizujący o witalności i młodym wieku mężczyzny wydzielającego go (organizm produkuje go bowiem wyłącznie w okresie dojrzewania), przy wysokim stężeniu pachnie jak drzewo sandałowe.

Androstadienon - to nazwa innego zapachowego feromonu

. Tym razem owa semiochemiczna substancja produkowana jest zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, choć te ostatnie wytwarzają mniejsze ilości. Stężony androstadienon łudząco przypomina zapach piżma. Jednak poza przyjemną wonią ma jeszcze inną ważną zaletę. Ten trudny do wymówienia

feromon ma zbawienny wpływ na nastrój kobiety

. Pani pozostająca pod jego wpływem staje się bardziej rozluźniona i szczęśliwa. Panowie, na Waszym miejscu nie pozostawałabym wobec tej informacji obojętna! Pozostałe znane nam

feromony ludzkie są bezwonne

. Można do tej grupy zaliczyć między innymi kopuliny- związki produkowane wyłącznie przez kobiety. Wiąże się z nimi pewien ciekawy eksperyment. Kilkunastu mężczyzn podzielono na dwie grupy i rozdzielono. Obie „drużyny” miały za zadanie ocenić zdjęcia kilku kobiet (każdy zespół dostała identyczne komplety fotografii). Pierwszą połowę panów poddano działaniu sztucznego środka chemicznego o właściwościach identycznych jak kopuliny, który rozpylono w powietrzu. Mężczyźni nie zostali o tym powiadomieni. Pozostała część badanych nie była spryskana. Następnie poproszono ich o wyrażenie opinii na temat atrakcyjności kobiet na zdjęciach. Okazało się, że pierwsza grupa oceniła urodę pań z fotografii znacznie wyżej, niż druga. Zdarzyło się tak właśnie

pod wpływem działania kobiecych feromonów

. Kopuliny można więc nazwać, drogie czytelniczki, naszą tajną bronią.

Skoro opisane zostały

rodzaje feromonów

, warto poświęcić chwilę omówieniu tego, jaki organ odpowiada za ich wyczuwanie. Narząd nosowo-lemieszowy (VNO- Vomeronosal Organ) spełnia tę zaszczytną funkcję. Umieszczony jest, co nikogo pewnie nie zdziwi, w nosie, a dokładnie na kości lemieszowej jamy nosowej. Warto wspomnieć, że do roku 1987 uważano, iż VNO zanika po przyjściu człowieka na świat. Badania przeprowadzone 20 lat temu obaliły jednak tę tezę, udowadniając, że dorosły osobnik również posiada sprawny narząd nosowo-lemieszowy. Jego zadaniem jest przesyłanie bodźców do podwzgórza. Ta część mózgu odpowiada między innymi za popęd seksualny i poczucie bezpieczeństwa lub niepokój. Dlatego właśnie

feromony najbardziej oddziałują

na te sfery naszego życia.

Wydawać by się mogło, że omawiane „magiczne” związki chemiczne w życiu człowieka odgrywają rolę podrzędną, są czymś w rodzaju uatrakcyjnienia. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Jako dowód niech posłuży nam to doświadczenie. Grupie mężczyzn kazano 2 dni spać w „eksperymentalnej” koszulce. Następnie kilka kobiet miało za zadanie ocenić atrakcyjność owych panów, wyłącznie na podstawie woni ich T-shirtów (nie miały możliwości zobaczenia „dawców zapachu”). Okazało się, że w każdym przypadku wybór padał na mężczyznę, którego geny najbardziej różniły się od genów wybierającej. Jak wiadomo, im większa odmienność genetyczna partnerów, tym silniejsze będzie ich potomstwo. I właśnie tu

rola feromonów jest priorytetowa

. Są one czymś w rodzaju drogowskazu zamontowanego przez naturę, który podpowiada nam, który osobnik będzie odpowiedni. To właśnie dzięki tym związkom czasem zupełnie nie pociąga nas mężczyzna, który w powszechnej opinii uznawany jest za oszałamiająco przystojnego. Niestety czasem naturalne drogowskazy kierują do ślepej uliczki. Od pewnego czasu na rynku bez problemu można kupić wyselekcjonowane,

stężone feromony w postaci perfum

. Dotychczasowe badania stwierdzają, że prawdopodobnie ich działanie jest takie samo, jak w przypadku tych prawdziwych. Wykorzystują to nie tylko single próbujący znaleźć drugą połowę. Począwszy od handlowców, poprzez agentów ubezpieczeniowych, akwizytorów, skończywszy na instytucjach takich jak kina czy supermarkety- wszyscy często posługują się tymi bezzapachowymi substancjami, by powiększyć własne dochody. Pamiętajcie więc drogie Panie, żeby przy kolejnych dużych zakupach mieć się na baczności!



Ludzkie feromony odpowiedzialne za orientację seksualną


poradnikmedyczny.pl
12.05.2005
Autor: Agata Karpińska

Szwedzcy naukowcy informują, że znaleźli dwa

ludzkie feromony

, które są odpowiedzialne za seksualną orientację.


Feromony, są to biochemiczne wonne wydzieliny

specjalnych gruczołów, uwalniane do środowiska, , działające na inne osobniki tego samego gatunku służące do przekazywania zakodowanych informacji o niebezpieczeństwie, do wabienia osobnika płci przeciwnej, do oznaczania terytorium lub do poszukiwania żywności. Badania przeprowadzone na zwierzętach wykazały, że wybór seksualnego partnera był

zależny od specyficznych feromonów

.

Naukowcy długo debatowali czy ludzkie ciała też wytwarzają podobne wydzieliny. Lekarze ze Szwecji min Ivanka Savic, zajmowali się tymi

dwoma ludzkimi feromonami

, jeden zwany „AND”, znajdujący się w męskim pocie, a drugi zwany „EST”, rozpoznawalny w kobiecym moczu. Do eksperymentu przeprowadzonego przez dr Savic’a, zaangażowano po 12 heteroseksualnych oraz homoseksualnych mężczyzn i tak samo 12 heteroseksualnych kobiet, wszyscy w wieku 20-30 lat. Uczestników w przeszłości wyedukowano na podobnym poziomie, ale mieli odmienne zdania co do tolerancji dla homoseksualistów.

Pacjenci byli poproszeni o wąchanie

kilku zapachów min. feromonów AND i EST

, lawendy i cedru, podczas gdy ich mózgi wykazywały aktywne rejony. Mózg heteroseksualnych mężczyzn reagował na EST, ale nie na AND, a u kobiet było na odwrót. Wśród homoseksualnych mężczyzn, reakcja mózgu była

widoczna przy wąchanym feromonie AND

, tak samo jak u kobiet, ale zupełnie inaczej niż u heteroseksualnych mężczyzn.

We wszystkich 3 grupach, gdzie zapach nie aktywował regionów mózgu odpowiedzialnych za pobudzenie seksualne i nastój, był ciągle odbierany przez obszary odpowiedzialne za rozpoznawanie zapachu.

Te badania pokazują, że nasz mózg reaguje

różnie na zapachy feromonów w porównaniu z powszechnie nam znanymi zapachami

. To zarówno wskazuje na powiązanie pomiędzy orientacją seksualną, a mózgiem.



Odkryj magiczną moc feromonów...



Miyoshi Miyagi Pure Instinct - Feromony bezwonne dla Kobiet
Feromony bezwonne
dla Kobiet...
Miyoshi Miyagi Pure Instinct - Feromony bezwonne dla Mężczyzn
Feromony bezwonne
dla Mężczyzn...
Miyoshi Miyagi Instinct - Feromony zapachowe dla Kobiet
Feromony zapachowe
dla Kobiet...
Miyoshi Miyagi Instinct - Feromony zapachowe dla Mężczyzn
Feromony zapachowe
dla Mężczyzn...



Kupując feromony, perfumy feromonowe bądź perfumy z feromonami powinniśmy uważać, aby nie zostać oszukanym. Może uda się zaoszczędzić, ale czy perfumy nie są stworzone dla przyjemności? A jaka jest przyjemność z wąchania tanich podróbek...

Powrót na górę strony
 
 
Google